czwartek, 10 kwietnia 2014

EPILOG: „Bardziej niż kiedykolwiek kogokolwiek...”

„Serca ludzkie obawiają się sięgnąć po swoje największe marzenia, bo wydaje się im, że nie są ich godne albo, że nigdy im się to nie uda. Umierają na samą myśl o chwilach, które mogły być piękne a nie były, o miłościach które przepadły, o skarbach, które mogły być odkryte, ale pozostały na zawsze pod piaskiem. Gdy tak się dzieje zawsze na koniec cierpią straszliwe męki.”
 ~*~
Kilka miesięcy później. Styczeń, rok 2022
Mili
Jeden z tych dni, kiedy mocniej niż zwykle odczuwałam brak Gregora. Powinien być ze mną. Ze mną i Nikki. Świętować swoje urodziny. A on leżał zakopany na cmentarzu i patrzył na nas z góry, albo nie. Wierzyłam, że on gdzieś tam jest. Że widzi moje cierpienie. Wyobrażałam sobie jak musi mu być z tym ciężko. Jak pluje sobie w brodę, że to jego wina i nic nie może z tym zrobić. Wraz z upływającymi dniami, tygodniami, miesiącami wspomnienia dotyczące szatyna stawały się coraz słabsze. Nadal odczuwałam ogromną pustkę, ale zaczęłam się przyzwyczajać do myśli, że go nie ma. Funkcjonowałam normalnie, jeśli można tak określić machinalne wykonywanie wszystkich czynności. Cały swój wolny czas poświęcałam córce. Gdy wychodziłam do pracy, mała zostawała z nianią.
Siódmego stycznia jak tylko Sarah zjawiła się w naszym domu, postanowiłam pojechać na cmentarz. Zawsze odwiedzałam go przed pracą. Lepiej wtedy myślałam. Nie chciałam, żeby czekał. Po opuszczeniu domu wsiadłam do samochodu i ruszyłam do Innsbrucka. Nie przypuszczałam, że ktoś zakłóci moje mentalne spotkanie ze zmarłym partnerem, a już na pewno nie spodziewałam się, że będzie to on. Thomas Morgenstern. Już przechodząc przez bramę zauważyłam blondyna siedzącego na ławce przy grobie Schlierenzauera. Rozważałam nawet czy się nie wycofać, ale nie będę rezygnować ze swoich planów przez tego idiotę, który zostawił mnie w najbardziej kryzysowym momencie życia. Wzięłam kilka głębszych oddechów i zrobiłam pierwszy krok w jego stronę. W ich stronę..

Thomas
Ostatnie osiem miesięcy żyłem jak zahipnotyzowany. Nie miałem kontroli nad swoim życiem ani ciałem. Czułem się jakby sterował mną ktoś zupełnie inny. Byłem emocjonalnie niekompletny. Każdy człowiek by był, gdyby pozbawili go miłości jego życia. A ja głupi sam się jej pozbawiłem. Naprawdę myślałem, że lepiej będzie jeśli odejdę. Dopiero po czasie dotarło do mnie co zrobiłem. Skrzywdziłem kobietę, którą kocham, żeby zapewnić sobie komfort psychiczny. Ten z kolei nie trwał długo, bo bardzo szybko zacząłem odczuwać tęsknotę za Milagros. Momentami tak przeraźliwą, że miałem ochotę natychmiast do niej jechać i powiedzieć jakim idiotą byłem. Zrobiłbym to już dawno, gdybym nie bał się jej reakcji. Obawiałem się, że mnie odrzuci. Ten strach paraliżował mnie do dnia urodzin Gregora. Postanowiłem pojechać na cmentarz i tam poczekać na brunetkę. Musiałem jej w końcu powiedzieć, co czułem. Inaczej zwariowałbym bez niej. Chyba wolałbym żyć ze świadomością, że mnie nie chce, niż zamęczać się wyrzutami sumienia spowodowanymi biernością działania.
Gdy dotarłem na cmentarz nikogo tam nie było. Odszukałem miejsce spoczynku przyjaciela. Zapaliłem kupiony wcześniej znicz i przysiadłem na ławce obok grobu. Nie byłem tu od dnia pogrzebu. Nie potrafiłem przyjść wiedząc ile znaczył dla Mili. A teraz było mi z tym głupio.
- Wybacz mi, przyjacielu. Zawsze byłem idiotą, ale przez ostatnie miesiące przechodzę samego siebie. Ty nigdy nie zachowałbyś się tak jak ja. Nie pozwoliłbyś cierpieć komuś, kogo kochasz. Byłeś dobry, Gregor. Wspierałeś mnie nawet w najgorszych momentach, a ja zawsze starałem się wspierać ciebie. Jestem ci wdzięczny, że nigdy nie ograniczałeś moich kontaktów z Mili. Pozwoliłeś tym samym dojrzewać mojej miłości. Tak, kocham ją. Zawsze ją kochałem. Bardziej niż kiedykolwiek kogokolwiek. - przerwałem na chwilę wewnętrzny monolog i spojrzałem na umieszczone na pomniku zdjęcie mężczyzny.- Obiecuję ci, że się nią zaopiekuję. I Nikki też. Tak jak to robiłem po twoim odejściu. Nie pozwolę im cierpieć, są dla mnie zbyt ważne. Obie.- Moje przemyślenia przerwał tak dobrze znany mi kobiecy głos.

Mili
- Co tu robisz?- zapytałam, gdy znalazłam się przy blondynie. Wstał z ławki i odwrócił się w moją stronę.
- Czekam na ciebie.
- Słucham?
- Mili, chciałem cię przeprosić.- Spojrzał mi w oczy i złapał za rękę.
- Znikasz na osiem miesięcy, a teraz masz czelność tu przychodzić i mnie przepraszać?- Wyrwałam dłoń z jego uścisku i odsunęłam się.
- Mili, błagam, posłuchaj mnie. Musiałem odejść. Nie proszę cię o zrozumienie ani wybaczenie, bo sam nigdy nie zrozumiem ani nie wybaczę sobie tego idiotyzmu. Myślałem, że będzie lepiej, jeśli zniknę.
- Lepiej dla kogo?- w odpowiedzi na to pytanie spuścił głowę.- Jesteś dupkiem, Morgenstern. Skończonym dupkiem.- Odwróciłam się do niego plecami czując napływającą falę złości.
- Dupkiem, który cię kocha.- Na dźwięk tych słów znów stanęłam z nim twarzą w twarz.- Dlatego odszedłem. Nie mógłbym tak spokojnie z tobą przebywać po tym, co wtedy powiedziałaś. Raczej nie mogę liczyć na wzajemność, ale proszę, daj nam szansę.- Mówiąc to, pogłaskał mnie o policzku.
- Jedna osoba nie może odpowiadać uczuciowo za związek.- pokręciłam głową i tym razem to ja ulokowałam wzrok w ziemi. Blondyn złapał mnie za podbródek i uniósł go.
- Na razie mogę, a może z czasem odnajdziesz w sercu resztki miłości sprzed dziesięciu lat..
- Thomas, ja...- przyłożył mi palec do ust.
- Proszę, nie odpowiadaj teraz. Zastanów się nad tym. Będę czekał.- Ucałował mnie w czoło.- Zawsze.- Dodał i zostawił mnie samą.
~*~
- Ja Thomas biorę sobie ciebie, Milagros za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
- Ja Milagros biorę sobie ciebie, Thomasie za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
_________________________________________
Witajcie moje Kochane Czytelniczki! 
W taki oto sposób dotarłyśmy do końca historii.
Zanim Wam podziękuję, powiem, że mi smutno.. Zżyłam się z tym opowiadaniem. Pierwsze jakie zaczęłam i jak na razie jedyne, które udało mi się skończyć. Taki sentyment...
Przyznam, że ten epilog jest dla mnie bardzo osobisty. Chyba niechcący przelałam swoje uczucia na fragment Thomasa. A może chcący? W każdym razie- tak wyszło, ale cieszę się z tego.
A teraz chciałabym Wam podziękować! Wszystkim, którzy razem ze mną dotarli do końca.
- Ann- Jesteś wielka! Bez Ciebie nie powstałoby kilka końcowych rozdziałów. Motywacja, pomoc- DZIĘKUJĘ! <3
- Pauline- Dla Ciebie byłam gotowa zmienić zakończenie, ale ostatecznie zostałam przy swoim. Obiecuję, że w kolejnej historii nikogo nie uśmiercę ;) Byłaś od samego początku, dziękuję!
Heroska- Nie mogłam Cię nie wyróżnić ;D W przypływie weny napiszę dla Ciebie jednoparta o Hilde, bo mnie zamęczysz ;p
Natalia Gos, Patrycja Ash, Panna Boop- Uwielbiam Wasze poparcie dla Mili i Thomasa. Mam nadzieję, że epilog Was zadowolił ;)
Lewandowska-Janowicz- Winiarska- Wybacz, wybacz, WYBACZ mi śmierć Gregora!

Ponadto dziękuję:
Allie, Klaudia mrau, Imperfecta, Anna Darmohraj,  Mylena, Life is a joke, Lenovvo, Monika Jurkiewicz, Fanka, Kasia, Lolita, Realowa, Skoczkowa, Karolina, Lala Lalińska, Judytka, Wiktoria O., Vel, Izka, Kaya, Arcanus, Erin, Angel, Miśka payne, Inaccessiblegirl, GreenEye oraz wszystkim tym, którzy byli a do końca pozostali anonimowi. Lepszych czytelników nie mogłam sobie wymarzyć! Przepraszam, jeśli kogoś pominęłam.

Nie pozostaje mi nic innego jak pożegnać się z Wami i tym blogiem. Chociaż mam nadzieję, że z Wami nie, bo znajdziecie mnie na Adventure with ski jumpers ; ) Wypatrujcie też nowej historii, o początku której poinformuję Was na pewno tutaj!

Do napisania!
Magic